SLIDER POSTÓW

DecoArt Dura Clear - Na ratunek Lusi! I o Monsterkach.

Czasem myślę, że żyjemy w niesamowitych czasach. Do tego, nie jestem pewna, czy ,,zakaz" mówienia NIE/NIE PODOBA MI SIĘ w social media, należy uwzględnić jako słuszny... w pewnych przypadkach. Nie spodziewałabym się, że malowanie, które ja ocenię jako ,,niedopracowane, beznadziejne, a tu widać, że mi ręka drży, więc jedyne, co wygląda w miarę ok, to cienie" znajdzie sympatyków.

Ludzie, jak Wam mało do szcześcia potrzeba... A może to ja popełniam błąd, będąc zbyt surową dla siebie w każdym calu? Hmm... Nie, wolę mieć poczucie, iż nawet jeśli coś mi nie wyjdzie, to starałam się ze wszystkich sił.

Wróćmy do tematu.

Wczoraj pomalowałam moją Unosie. Wzięłam się od razu za dwa face platy (tylko dwa mam) i Spectrę. Przyznam, było troszeczkę ,,śmieszkowania" - uroki bogatej wyobraźni.


                                                                                  - Monster High Spectra OOAK by Me

Spectra: Czyż nie wyglądam wspaniale?
Ja: Ty nie masz oczu -_-"... Oddawaj, to nie Twoje!
Spectra: -.-" ...













                                                                                                                    - Moja Unoa Lusis 1.5 [R]

Ale koniec  końców, moja uwaga dosięgła też robionej małymi kroczkami Draculaury.

Tak, tak, ja mam Draculaurę. Dokładnie miałam trzy, ale podobnie jak reszta moich Monsterek do których straciłam serce, po wtórych oględzinach, poszły w kosz. Po prostu nie nadawały się do niczego, a zmieniony skład plastiku a także gumy, z którego były wykonane, aż krzyczał ,,Zabij Mnie".


                                                                                              - Monster High Draculaura OOAK by Me

Wyświadczyłam im przysługę. To już nie te same MH z pierwszego wypustu. Ech, w sumie seria piżamowa i druga fala były jeszcze ok. I pierwsza Nefera i... koniec.

Tak sobię myślę, że mogłabym mieć całą serię piżamową, nawet z tym ,,pipi" (Tak, od tej Pipi ;D) na głowie Draculaury. Do tego, nie pogardziłabym Clawdeen, Ghoulią, Neferą, Frankie oraz Cleo, z czego ostatnia pannica - jak sięgnę pamięcią - przywodzi na myśl pewne okropne wspomnienie.

Kto pamięta polską piosenkarkę Eweline L.? Słynną z jakże ukochanej przez praawie czterdzieści milionów polaków reklamy, sieci sklepów RTV/AGD "Media Markt"?

WŁAŚNIE, ja też pamiętam. Ale to nie wszystko. Kolejną czarną dziurą w moim umyśle, będącą postrachem nawet dla Gienka, jest wspomnienie o pewnym linku do aukcji na OLX. Odnośnik ten pokazywał Cloe de Nile przerobioną na... Ewelinę L.!!!! Trauma do końca życia, a w ramach pokuty, do Kalwarii Zebrzydowskiej przez równik na uszach!

Reasumując, mogłabym mieć ją dlatego, by z dumą powiedzieć: Byłam w stanie uratować chociaż jedną.

Jednakże wróćmy do tematu malowania. Jakiś czas temu poszukiwałam zamienników ,,MR Super Clear'a". Warunki były dwa: nietoksyczny (lub bardzo mało toksyczny) oraz matowy. Jak się szybko okazało, internety podsunęły dwa rozwiążania, z czego moje wyklarowane gusta (bezdenna dziura  w mieszku na złoto) wybrały jedno.

Do dyspozycji miałam:

- ,,DecoArt DuraClear Varnish" - Cena. 2,49 GBP na ebayu za 236 ml,
- ,,Liquitex Matt Varnnish" - Cena 12,00 GBP na ebayu za 236 ml.

Wybrałam DuraCleara.

Niewątpliwym plusem Dura Cleara jest to, że zasycha już w 5 minut. To produkt łatwy do aplikacji. Sama nakładałam go Magiczną Gąbką, ale widziałam na filmikach, że ludzie polecają zarówno gąbeczki do makijażu, jak i te, do zmywania naczyń.

Dodatkowo jest to produkt kompletnie bezzapachowy! Wymaga rozcieńczenia z wodą w proporcji 40:60 (40% preparatu, 60% wody).

Ale... to nie jest mat! Faceplant świeci się, jak wiadomo co u psa! Nie mam pojęcia na podstwie czego producent stweirdził, że jego produkt jest matowy. Dura Clear nie nadaje się także do użycia więcej, niż raz i to na powierzchnię, która nie jest pomalowana, ponieważ każde zetknięcie z kolorem rozcieńcza barwę. Jednym słowem - przez 30 minut blushujecie oczy, kładąc kolejne warstwy pasteli, następnie używacie Dura Cleara i... wszystko pięknie zmywa sie z waszej lalki.

DecoArt DuraClear Varnish nie nadaje się do niczego. Już wyjaśniam dlaczego.

Chwilę temu zaczęłąm zmywać wczorajszy makijaż z Unosi. Stwierdziłąm, że skoro mam tylko jedną warstwę Dura i trochę pastelii, zacznę od letniej wody z mydełkiem. Przez pierwszą chwilę szło gładko - lakier w ogóle nie zabzpieczał, a prawa część twarzy przypominała umaszczenie Dalmatyńczyka. Praktycznie wszystko spłynęło od samej wody.

Westchnęłam ciężko, kląc w myślach. Niestety pawdziwy problem pojawił się chwilę później. Okazało się, że ,,magiczny środek" za dwa funty zostawia zacieki i wbrew temu, co twierdziła o aplikacji autorka filmiku na YT, nakładanie specyfiku gąbką wcale nie było najlepszym pomysłem. A już napewno nie na BJD, ponieważ... Lusia miała zacieki.



Ręce mi opadły. W mgnieniu oka w ruch poszedł zmywacz bezacetonowy i waciki. Po 40 minutach naprzemienego szorowania wyżej wymienionymi z pomocą magicznej gąbki, udało się usunąć większość. Niestety problemem zostały jeszcze uszy, a także okolice magnesów na głowie.

W tej chwili faceplant się suszy. Uff... nie polecam - unikajcie takich cudów na kiju. Jak na razie matowy, choć toksyczny jest tylko MR. Clear lub Mr. Super Coat. W przyszłym miesiącu sprawdzę jeszcze Liquitex'a.

Oby udało mi się doprowadzić Lusię do stanu używalności, ponieważ ucierpiał mój ulubiony faceplate.

Mam nadzieję, że swoim wpisem właśnie uratowałam czyjąś lalkę.

- Ila.